Dawno nie pisałam, wybaczcie. Praca przygniotła mnie tak niemiłosiernie, że na przyjemności czasu zostało niewiele. Właściwie to dalej mnie przygniata, a dzisiejsze kucharzenie jest jedynie wynikiem lekkiego przeziębienia i pracy z domu. Udało mi się rano pobiec po warzywa i oto wyniki.
kruche ciasto razowe (na jedną tartę starcza połowa porcji, z drugiej połowy powstało coś słodkiego, ale o tym później :) ) 1 szklanka mąki (ja dałam w 1/3 mąki żytniej razowej i 2/3 pszennej) 150g miękkiego masła 1 łyżeczka soli szczypta cukru 1 jajko 1 łyżka zimnego mleka
Ze składników wyrobić szybko ciasto. Podzielić na 2 części i odłożyć na minimum 30 min do lodówki. Wykorzystamy tylko jedną połówkę. Drugą można zamrozić na później lub wykorzystać do deseru. Bazylię siekamy, dodajemy przeciśnięty czosnek, odrobinę oliwy i szczyptę soli. Dobrze ucieramy, lub jeśli ktoś ma blender, ma ułatwione życie :). Ciasto wałkujemy i wyklejamy nim blachę do tart (wierzcie bądź nie, nie mam wałka i formę wylepiam palcami, też działa). Nakłuwamy widelcem i na chwilę wstawiamy do lodówki. Następnie podpiekamy ok 10-15 min. Ciasto powinno być upieczone, ale nie przyrumienione, gdyż będzie jeszcze się piekło. Na spód rozsmarowujemy pesto z bazylii. Następnie układamy mozzarelle pokrojoną w plasterki, a na sam wierzch kładziemy cukinie pokrojoną w dość cienkie talarki. Pieprzymy. Zapiekamy ok 15-20 min. Cukinia powinna lekko się "wysuszyć". Przed podaniem odstawić na chwilę, żeby ser stężał.
Pogoda dalej pod psem, siedzę w domu i naszło mnie na eksperymenty. Jak smakowałyby scones z ziołami? Przepis zaczerpnęłam z bloga "White Plate" i poddałam do słonym modyfikacjom. Mnie przekonały :)
Masło posiekać z mąką, dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto. Podzielić na ok. 8 części, formować kuleczki, a następnie przyklepać do wysokości ok. 1,5 cm. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarować jogurtem i piec w 220C przez ok. 15 min.
Podawać z masłem. Dobrze też smakują jako podkład pod "rasową" kanapkę.
Za oknem niespodziewanie śnieg. Marzec okazał się być prawdziwym kucharzem i z pogodą jest jak w grancu. U mnie też kulinarnie, naleśniki. Najlepsze na wszelkie zło i niepogodę.
nadzienie do naleśników ze szpinakiem: 1 opakowanie szpinaku mrożonego w liściach kawałek sera pleśniowego "blue" 2 garści obranych orzechów włoskich 2 ząbki czosnku 20 dkg żółtego sera sól, pieprz
Przed przystąpieniem do przygotowywania farszu należy usmażyć ok 8 naleśników według ulubionego przepisu.
Szpinak rozmrozić i odparować nadmiar wody na patelni. Dodać posiekany czosnek, pokruszony ser "blue", posiekane orzechy włoskie oraz starty żółty ser. Całość podgrzać na patelni aż sery się roztopią. Nadzienie lekko przestudzić. Naleśniki nadziewać i formować krokiety. Mnie najbardziej smakują odgrzewane na drugi dzień.
Pewnie każdy z Was przeżył wiele razy akcję "czyszczenie lodówki". Ja osobiście bardzo ją lubię, łączy ona w sobie zmysł praktyczny z duszą kulinarnego artysty - no bo jak tu się pozbyć napoczętych produktów, a tym samym przygotować coś smacznego? Trzeba puścić wodze fantazji. O kilku miesięcy zalegały w lodówce suszone pomidory.... jakoś nie było okazji... kupiłam o jedną cukinię na tartę za wiele i leżała biedna czekając na zainteresowanie. Z wtorkowej wyprawy do dyskontu przytachałam szynkę szwarcwaldzką w plasterkach. Nie miałam na nią planu. Kupiłam z ciekawości. No i to pół paczki makaronu "świderki", co z tym zrobić? Nie było problemu :) Po drodze z pracy zakupiłam opakowanie serka feta i... tak powstała pyszna sałatka makaronowa, która równie dobrze smakuje na ciepło.
makaron z cukinią, fetą, suszonymi pomidorami i szynką szwarcwaldzką: 1/2 paczki makaronu razowego "świderki" 1 opakowanie sera feta kilka suszonych pomidorów (w zależności ile kto lubi) 4 - 5 plasterków szynki szwarcwaldzkiej (albo innej wędzonej na zimno) 1 cukinia pieprz
Makaron ugotować al dente. Cukinię umyć, pokroić w półtalarki i podsmażyć na odrobinie oleju na dość silnym ogniu, aby się lekko zrumieniła. Suszone pomidory odsączyć z nadmiaru oliwy i dość drobno posiekać. Plasterki szynki pociąć na mniejsze kawałeczki. Wszystkie składniki połączyć w misce. Na koniec dodać pokruszony ser feta i pieprz do smaku. Całość zamieszać. Ser się lekko "rozpaćka" i zwiąże pozostałe składniki.
Podawać jako sałatkę na zimno lub jako danie na lunch do pracy odgrzane w mikrofali.
Warto również wspomnieć, że akcje "czyszczenia lodówki" są bardzo eko, czyli modne :) Im mniej rzeczy marnujemy, tym lepiej dla środowiska, no i dla naszego portfela - klasyczny przykład sytuacji "win-win". Przy współpracy z Durszlakiem powstaje książka o interesującym tytule "Ekonomia Gastronomia" promująca wykorzystywanie wszystkich zakupionych produktów. Ze wstępnymi założeniami można się zapoznać tutaj: http://www.ekonomiagastronomia.nk.com.pl/index.html Moja zasada na wykorzystanie wszystkich produktów jest bardzo spontaniczna - uwielbiam ten moment gdy uzbiera się trochę tego i owego i można zacząć kreatywne planowanie co z tym fantem zrobić, a na koniec powstaje coś pysznego i zaskakującego. Jeśli już zostaną Wam jakieś resztki, nie bój cie się eksperymentów! :)
Razem z Łasuchem poczyniliśmy ostatnio kulinarne odkrycie: sernik z chałwą osiąga swoje apogeum smakowe po trzech dniach :) Przepis znalazłam kiedyś u Liski na blogu "White Plate", a że kolekcjonuję wszystkie ciekawe przepisy na serniczki, to i ten przygarnęłam do wypróbowania w bliżej nieokreślonej przyszłości. Sprawcą wykonania serniczka był, oczywiście, Łasuch, a po części jego urodziny. Mógł sobie wybrać każdy serniczek ze zbiorów do wypróbowania, a wybrał właśnie ten :)
sernik z chałwą: 1kg sera (ja dałam z wiaderka, chociaż polecam użyć mniej rzadkiego) 100g masła 100g cukru 5 jaj 270g chałwy 30g mleka skondensowanego lub słodkiej śmietanki
Tortownicę o średnicy 26-28cm wysmarować masłem i posypać bułką. Ja dodatkowo wykładam spód folia aluminiową, zapinam obręcz, a wystające brzegi wywijam na zewnątrz formy i dopiero smaruję masłem. Skutecznie zapobiega to przypadkowemu wypłynięciu zawartości :) Piekarnik nagrzać do 190C. Masło utrzeć z cukrem. Kiedy masa będzie puszysta dodawać na przemian ser i jajka i cały czas ucierać. Na koniec dodać pokruszoną chałwę i mleko skondensowane i wymieszać. Masę z grudkami chałwy przelać do tortownicy i piec 10 min, a następnie zmniejszyć temperaturę do 160C i piec przez ok. 1 godzinę. Należy pozwolić sernikowi wystygnąć w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach. Sernik lekko opadnie, więc bez stresu, tak ma być :)
Na polewę roztopić czekoladę w rondelku, dodać mleko i wymieszać. Polać wystudzony sernik i poczekać aż zastygnie.
tarta z pomidorkami cherry: 1 opakowanie ciasta francuskiego 1 kulka mozzarelli ok. 10 pomidorków cherry garść czarnych oliwek tymianek keczup parmezan
Blachę do pieczenia tart wysmarować masłem i wyłożyć ciastem francuskim. Nakłuć widelcem w wielu miejscach, żeby się nie wybrzuszało podczas pieczenia. Wstawić do nagrzanego piekarnika na około 10 min. Podpieczony spód wysmarować keczupem, ułożyć pokrojoną w plastry mozzarellę, na to pomidorki przekrojone na pół i oliwki pokrojone w talarki, posypać tymiankiem. Zapiekać aż ser się rozpuści (ok. 15 min). Tartę podawać ciepłą posypaną parmezanem.
Zawsze warto mieć w lodówce ciasto francuskie. Jest to najlepszy sposób na spełnienie marzeń o czymś słodkim i ciepłym po powrocie do domu, po długim, męczącym dniu. Łasuch uwielbia ciasto francuskie (w sumie, to ciężko określić jakiego ciasta on nie lubi ;) ). Moje dwie ulubione odsłony ciasteczek to:
francuskie zawijaski z powidłami śliwkowymi: 1/2 słoika powideł śliwkowych 1 opakowanie ciasta francuskiego (270g)
Arkusz ciasta rozwinąć, posmarować dość cienką warstwą powideł, pokroić wszerz na paski o szerokości ok. 1 cm. Paseczki zawijać z dwóch stron aż końce spotkają się na środku. Piec ok. 20 min, aż ciasto będzie rumiane. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
francuskie ślimaczki z cukrem i cynamonem: 1 opakowanie ciasta francuskiego (270g) cukier cynamon masło
Arkusz ciasta rozwinąć, posmarować dość cienką warstwą masła, posypać cukrem i cynamonem (kto ile lubi), pokroić wszerz na paski o szerokości ok. 1 cm. Paseczki zawijać w ślimaczki. Piec ok. 20 min, aż ciasto będzie rumiane.
Ja najbardziej lubię jeszcze ciepłe, zwłaszcza zimą, gdy za oknem śnieg, a na oknie...